
Chwała bohaterom i ...chwała kibicom
Szczególną oprawę miała w tym roku Rocznica Zbrodni Lubińskiej. Do oficjalnych uroczystości postanowili dołączyć kibice Zagłębia Lubin, którzy zorganizowali marsz ulicami miasta, by upamiętnić bohaterów wydarzeń z sierpnia 1982 roku.
Co roku pod pomnikiem Pamięci Ofiar Lubina '82 pojawiają się uczestnicy tamtej manifestacji. Oglądają wielkoformatowe zdjęcia z tamtego dnia, szukają znajomych twarzy i opowiadają ze szczegółami to, co udało się zapamiętać, to że od kul milicji zginęli: Michał Adamowicz, Andrzej Trajkowski i Mieczysław Poźniak.
- Tamtego dnia pracowałem z Michałem Adamowiczem do południa. Później ja zostałem na przystanku, a koledzy poszli dalej. Wtedy Adamowicz zginął. Jak dobiegłem, to nas rozgonili - wspomina jeden ze świadków, który nie kryje wzruszenia akcją kibiców i ma nadzieję, że Marsz z Oblężonego Miasta stanie się tradycją.
- Wracałam z pracy. Podjechały samochody. Wysiadło pełno zomowców z karabinami. Zaczęli strzelać aż iskry się sypały. Rzucali w ludzi świece dymne - opowiada starsza pani i przyznaje, że dzisiejszy gest kibiców jest bardzo ważny.
Kibice stanęli na wysokości zadania, zapewniając wyjątkową atmosferę, która już dawno nie towarzyszyła oficjalnym uroczystościom. - Jeden z naszych członków wystąpił z pomysłem marszu i większość entuzjastycznie do tego podeszła - opowiada Łukasz Dominów ze Stowarzyszenia Sympatyków Zagłębia Lubin "Zagłębie Fanatyków" - postanowiliśmy, że warto zrobić taki marsz i uczcić ludzi, którzy brali udział w tamtych wydarzeniach.
W marszu uczestniczyło około trzystu kibiców, którzy po mszy razem z mieszkańcami i delegacjami przeszli pod każdy z pomników, złożyli wieńce i odpalili race.
- Ten transparent z hasłem "Dumni z rodziców" to piękna rzecz, bo sam brałem udział w zamieszkach i jestem rodzicem - chwali pan Zbigniew - Ja jestem dumny z nich. Jestem z nich bardziej dumny niż z tych panów, którzy składali tu wieńce, bo przed tymi młodymi ludźmi przyszłość, a ci panowie, którzy walczyli o tę przyszłość, zaprzepaścili ją po drodze...
Pod pomnikiem przemawiał Bogdan Orłowski. Przewodniczący „Solidarności” w Zagłębiu Miedziowym odniósł się m.in. do majowej manifestacji pod biurem zarządu KGHM i sytuacji załogi: - Na wszystko starczy tylko nie na podwyżki dla pracowników. A potem już tylko wynająć firmę od PR, żeby wmówić wszystkim, że powinni się cieszyć, że mają tę pracę, a oszołomy związkowe to najlepiej wyglądają na ławach sądowych, bo to szczyt chamstwa i brak odpowiedzialności upominać się o godne warunki pracy. Za pieniądze spółki prawnicy, jak za stalinowskich czasów, na każdego znajdą paragraf.
Rodziny zamordowanych, delegacje zakładowe i lokalne władze złożyły wieńce. W tym czasie kibice rozstawieni na murach Wzgórza Zamkowego rozpalili race z okrzykiem "Cześć i chwała bohaterom!".
http://miedziowe.pl/content/view/51668/78/Dumni z rodziców, dumni z kibiców! (FOTO)
http://www.lubin.pl/aktualnosci,15625,d ... foto_.html=============================================================================
Powstaje nowy dziennik przyjazny kibicom !
„Gazeta Polska. Pismo codzienne” – tak nazywał się dziennik piłsudczyków. Oglądam numer z 25 października 1930 r. Na okładce Marszałek mówi o „wychodkach partyjnych, rozzuchwalających się stale w nadużyciach”. Zapytany niegdyś o program swojego przyszłego ugrupowania, odpowiedział: „Najprostszy z możliwych. Bić k...y i złodziei, mości hrabio”. Oto linia programowa „Gazety Polskiej Codziennie”!
„Przy jednym biurku tłoczyło się po kilku kolegów, czekając niejednokrotnie na ciepłe jeszcze miejsce... Tytuł pisałem często biegnąc przez korytarz do zecerni” – tak pracę w jednej z przedwojennych sensacyjnych popołudniówek opisywał Stefan Wiechecki, czyli legendarny Wiech.
Podobne sceny rozgrywają się obecnie w starej redakcji naszego tygodnika na Filtrowej, w której jakimś cudem ma pomieścić się dziennik. Redaktorzy wywiady przeprowadzają przy parapecie na korytarzu. Doszło nawet do – jak w dowcipie o polityce ZSRR – wojny o pokój. Pomiędzy działem ekonomicznym i sportowym.
Oto nastroje przed godziną zero, czyli historyczną datą 9 września 2011 r., kiedy ukazać ma się pierwszy numer „Gazety Polskiej Codziennie”.
Z pamiętnika waszej Omeny Mensah
Wydajemy właśnie tzw. zerówki, próbne numery przyszłego dziennika – dla samych siebie. Sprawdzamy, czy potrafimy.
Cóż, jeszcze żaden z nich nie trafił do kiosków, a już szerzą postrach. Dowody? Pierwszą czołówkę poświęciliśmy temu, jak poseł PO zarobi na dopuszczeniu GMO. Efekt? Następnego dnia prezydent Komorowski zawetował ustawę. Boją się nas!
Kolejna okładka była o zdobywaniu przez warszawskich piłkarzy i kibiców Moskwy. Nasi reporterzy do Rosji nie wjechali, bo jako jedyni wybrali się na mecz busem z kibolami Legii. Pomścili ich piłkarze, którzy na boisku pobili bolszewika. To bohaterowie! Nawet Inaki Astiz i Moshe Ohayon to teraz dla nas najprawdziwsi Polacy. Jak Chrobry czy Sobieski!
Mnie bałagan w naszym lokalu na Filtrowej nie dotyczy, bo mam być w dzienniku szefem działu „Opinie” i pracuję w domu. Wśród zadań, jakim musiałem sprostać, było... wydłużenie wierszyka Marcina Wolskiego, bo przysłał za krótki. A zaznaczyć należy, że ten niesubordynowany osobnik przysyła satyryczne komentarze do zdjęć, plażując w Tunezji.
Podlegają mi też mapki z pogodą. OK, znajomi wiedzą, że na podstawie kilkuminutowej obserwacji nieba umiem przewidzieć pogodę na najbliższe godziny. Nauczyłem się w dzieciństwie – moim sąsiadem był znawca meteorologii i wielki oryginał, śp. dr Mariusz Karliński. Żadna Omenaa Mensah czy inny wprowadzony podstępnie w nasze szeregi Kret by tego nie potrafił.
Do czego służą celebryci?
„Sakiewicz ryzykuje” – słyszy się na mieście. Ryzykuje, owszem, jak wariat, co skacze na głęboką wodę, mimo że wcześniej siedział głównie w brodziku. Po co?
Zapewne wiele razy próbowali Państwo namawiać swoich sąsiadów i znajomych do kupowania „Gazety Polskiej”. Czasem się udawało. Częściej nie.
Mimo że sąsiedzi owi nie padają na kolana przed propagandą Tuska. Nie opływali w dostatki za komuny. Skromnie żyją dziś. Liczą się dla nich ich rodziny. Dzieciom mówią o Katyniu czy Powstaniu Warszawskim. Jednym słowem – nasi ludzie. Są ich miliony.
Ale czy kelnerka, która nie czuje nóg po całym dniu pracy w restauracji i chce choć chwilę spędzić z dziećmi, znajdzie czas, żeby czytać tygodnik opinii z ważnymi, ale długimi artykułami? Czy kupi go, skoro starcza jej ledwie na opłacenie przedszkola?
Albo właściciel warsztatu stolarskiego, od godz. 6 rano do 21 na nogach, bo wraz z dwoma pracownikami kładzie podłogę na sali gimnastycznej i za trzy dni ma termin odbioru?
Mieszkam na poznańskich Jeżycach i słucham co dzień takich historii. Znam kelnerki i stolarzy, którzy czytają nasz tygodnik, ale większość z nich dla rozrywki włączy na chwilę telewizor albo kupi tabloid.
A tam czeka już na nich cały przemysł rozrywkowy. Stworzony – żyjemy w postkomunizmie – nie tylko do zarabiania pieniędzy, ale także manipulowania. Z dziećmi dawnych komunistycznych notabli w roli celebrytów. Tak to się kręci.
Będziemy niezłymi ślizgaczami
Przed sądem staje świadek z obandażowaną całą głową. Widać mu tylko jedno oko. Sędzia wypytuje go o personalia. Imię, nazwisko, wiek... W końcu pada pytanie o stan cywilny: – Pan żonaty? Świadek, pokazując na swój bandaż, tonem sprostowania wyjaśnia: – Nie, nie, ja wyleciałem z tramwaju, proszę pana sędziego.
To anegdota Wiecha z przedwojennego „czerwoniaka”. Nazwa „czerwoniak” nie miała nic wspólnego z linią ideologiczną ówczesnych bulwarówek. Pochodziła od czerwonego koloru sensacyjnych tytułów.
Mistrz felietonu wspominał, iż predyspozycje do pracy w „czerwoniaku” wykrył u niego już nauczyciel polskiego: „Wiechecki jak zawsze prześlizgnął się po temacie, ale że zrobił to nieźle – trzy plus”. Wielu zwykłych zapracowanych Polaków ma dziś czas tylko na to, by czytać artykuły „prześlizgujące się” po tematach. „Nieźle prześlizgiwać się” – oto zadanie, które przed nami stoi.
Myślę, że nasza szansa polega głównie na tym, że tabloidy ze swej natury prześlizgują się po tematach byle jak. Jak dowodzą prasoznawcy, ze względów komercyjnych pomijają tematy, co do których Polacy są podzieleni, np. ocenę PRL.
My nie podporządkujemy się tej regule. W sprawach, w których mamy poglądy, będziemy pisać o tym wprost. To nie jest najlepsza wiadomość dla rządu Tuska, któremu media zapewniały dotychczas cieplarniane warunki.
Z ulicą, kibolami i felietonistą „Staruchem”
Tygodnik „Gazeta Polska” jest gazetą obozu niepodległościowego, antykomunistycznego, kontestującego rządy posowieckiej oligarchii. Dziennik zakładamy dlatego, że uważamy – inaczej niż inne redakcje – iż naturalnym sojusznikiem tego obozu jest ulica.
Dlaczego? Ulica to ludzie, którym sitwy rodem z minionego systemu nie dały zbyt wiele życiowych szans. Ulica nie ufa władzy i jej mediom.
Ulica nie wyśmiewa się też z polskich tradycji patriotycznych. Dla ulicy tytuł „Gazeta Polska” nie kojarzy się ksenofobicznie. Przed wojną nie kojarzył się tak również polskim elitom. Do „Gazety Polskiej” pisali Witkacy, poeta Kazimierz Wierzyński czy satyryk Ryszard Kiersnowski. Ten ostatni z legitymacją „Gazety Polskiej” przyłapany został przez wkraczającą do Polski sowiecką swołocz.
„Bardzo się cieszę, że mogę poznać pana redaktora z faszystowskiej gazety” – usłyszał od żołdaka, który kazał go rozstrzelać. Ocalał cudem. Gdy zmarł na emigracji, władze PRL nie pozwoliły nawet wydrukować jego nekrologu.
Ostatnie miesiące pokazały, że polska ulica ma swoich liderów – są nimi kibice piłkarscy, którzy głośno mówią, że nie wierzą kłamstwom prorządowych mediów. Jadąc do Moskwy z transparentem o Smoleńsku, pokazali, że są w Polsce ludzie, dla których honor nie jest – jak dla pseudoelit – przestarzałym rekwizytem.
Bronimy kibiców od wielu lat. Był czas, że byliśmy niemal jedynymi stojącymi po ich stronie. Dział sportowy w nowym dzienniku stworzyli ludzie z mediów kibolskich. Codzienne felietony będą w nim pisać liderzy grup kibicowskich z całego kraju. Chce je dla nas pisać – z aresztu – gniazdowy kibiców Legii Piotr „Staruch” Staruchowicz.
Polskie elity dziennikarskie odizolowały się od ludzi
Myślę, że wśród zapracowanych Polaków jest wielu, którym nie wystarcza formuła tabloidu. Owszem, chcieliby czytać coś pisanego bez wymądrzania, na luzie. Ale niekoniecznie szukają taniej sensacji, która żeruje na ludzkich nieszczęściach. „Dla jednych sensacja, dla drugich tragedia – na cudzym nieszczęściu żerują media” – głosi kibicowskie hasło.
Myślę, że ten typ skandalu charakterystyczny dla tabloidów śmiało może na naszych łamach zastąpić poczucie humoru w stylu Wiecha. Zapewne „warszawka” wzruszy na takie słowa ramionami: przecież wiadomo, że motłoch chce tylko sensacji.
My myślimy inaczej. Bo nie żyjemy w zamkniętej enklawie dobrobytu „warszawki”. Bez taniej demagogii – zwyczajnie bliżej nam do zwykłych ludzi mentalnością niż nieporównywalnie lepiej zarabiającym dziennikarzom TVN czy „Gazety Wyborczej”.
Polskie elity dziennikarskie odizolowały się od ludzi. Przed wojną największym polskim dziennikiem był „kultowy” w pokoleniu naszych dziadków, wydawany w Krakowie „Ikac”, czyli Ilustrowany Kurier Codzienny. Czytali go i zwykli ludzie, i inteligenci.
Felietonistą pracującym na jego popularność był Zygmunt Nowakowski. Był zawziętym kibolem Cracovii, a jednocześnie dyrektorem teatru. Jego pisane z niezwykłym poczuciem humoru teksty były dobre, bo znał zwykłych ludzi, a nie tylko bogatych snobów. Myślę, że pan Zygmunt nie znalazłby pracy w mediach III RP. Jakoś by nie pasował.
Armia akwizytorów rusza do boju
Karol Zbyszewski, inny przedwojenny mistrz gatunku felietonów dla zwykłych ludzi, opisywał, jak jego przyjaciel pozyskiwał – już na emigracji, w Londynie, bo dla przedwojennych mistrzów nie było raczej miejsca w PRL – czytelników dla „Dziennika Polskiego”: „Dowiedział się np. w Durham, że w jakimś hoteliku jest Polak za kucharza. Odszukał hotel, odszukał Polaka, zaczął go namawiać. On na to:
– Kiedy mnie oczy bolą.
– Sprawimy panu okulary.
– Kiedy ja właściwie czytać nie umiem.
– Przed Anglikami nie może się pan z tym zdradzić. Właśnie musi pan dostawać gazetę, by myśleli, że czyta pan doskonale, lecz tylko po polsku.
Nowy prenumerator został zdobyty”.
My też damy radę, jeśli wszyscy Państwo przekształcą się w zdyscyplinowaną armię akwizytorów. Kto może, niech podrzuci egzemplarz nowego dziennika sąsiadowi albo koledze z pracy. To, że nie udało się namówić ich do czytania długich artykułów w tygodniku, nie znaczy, że nie wciągnie ich dziennik. A może tygodnik też zaczną czytać, gdy połkną bakcyla?
Nie podzielam obaw co do tytułu „Gazeta Polska Codziennie”. Jest oczywiste, że po ukazaniu się kilku numerów każdy z nas będzie prosił w kiosku po prostu o „Gazetę Polską”. A raz w tygodniu będzie mówił: „Poproszę Gazetę Polską – codzienną i tygodnik”. Kioskarze szybko się nauczą, zmyślne z nich bestie.
http://niezalezna.pl/15432-bede-pogodynka-w-„gazecie-polskiej-codziennie”
======================================================================

PZPN wychowuje sobie media. Już dwie wielkie gazety bez akredytacji!
PZPN wychowuje sobie media. Już dwie wielkie gazety bez akredytacji!
1 września 2011 - 14:09
Trwa chłostanie polskich mediów. Już dwie gazety, które odważyły się krytykować PZPN, nie dostały akredytacji na mecze z Meksykiem i Niemcami. Po "Fakcie", przyszedł czas na "Super Express", który niedawno odważył się wypomnieć działaczom związku, ile zarabiają. Teraz, w ramach zemsty, dziennikarze tego tabloidu nie zostaną wpuszczeni na spotkania kadry. Kara będzie obowiązywać tak długo, jak długo pismacy nie zrozumieją, że o PZPN można pisać TYLKO dobrze.
Mamy więc elementy szantażu i cenzury.
"Fakt" napiętnowany jest za to, że krytykował Smudę, natomiast "SE" popełnił wykroczenie daleko bardziej nierozsądne - zamachnął się na działaczy. Sytuacja wygląda więc tak, że PZPN wywiera presję na dwie z trzech największych polskich gazet. Wyniki sprzedaży w pierwszej połowie 2011 wyglądały następująco...
1. Fakt - 401 834
2. Gazeta Wyborcza - 312 418
3. Super Express - 175 357
O dziwo, działania związku przechodzą bez specjalnego echa. PZPN ma w ręku bat w postaci akredytacji na Euro 2012. Wprawdzie wydawać będzie je UEFA, ale to nasz związek prawdopodobnie dokona wstępnej selekcji, by odsiać najbardziej niepoważne wnioski. Nie jest wykluczone, w PZPN pracują ludzie tak głupi, iż byliby w stanie potraktować wnioski z dwóch wielkich gazet właśnie jako "niepoważne".
Niestety, środowisko mediów sportowych jest całkowicie niepoważne i pozbawione elementarnej solidarności. Gdyby na wysokich stanowiskach w pozostałych gazetach pracowali poważni ludzie, to PZPN dostałby szybką kontrę: albo dajecie akredytacje wszystkim, albo będzie trwał ogólnopolski bojkot. Dziennikarze lubią się śmiać, jaki z Grzegorza Laty prostak, a tymczasem właśnie ten Lato "rozgrywa" ich, jak chce. Taktycznie - jest trzy poziomy wyżej niż wszyscy naczelni razem wzięci.
http://www.weszlo.com/news/7726-PZPN_wy ... kredytacji============================================================================

Zostań częścią młodego, międzynarodowego zespołu
Chcesz zagrać w finałach mistrzostw Europy?
Twój selekcjoner cię pomija?
Nie dostrzega twojego talentu?
Uważasz, że to niesprawiedliwe?
Czujesz się sfrustrowany?
Nie daj sobą dłużej pomiatać! Reprezentacja Polski czeka właśnie na ciebie!
Napisz na adres:
bedepolakiem@pzpn.pl i zostań częścią międzynarodowego zespołu, w którym panuje świetna atmosfera. Nabierzesz nowych doświadczeń, przeżyjesz piękną przygodę i zarobisz spore pieniądze. Nie zwlekaj, zgłoś się już dziś! Liczba miejsc ograniczona!
całość;
http://www.weszlo.com/news/7722-Zostan_ ... go_zespolu===========================================================================

TWIERDZA WROCŁAW

Każde dziecko na polskiej ulicy wie, za co siedzi Piotr Staruchowicz. Ma on pecha. Nie spalił Biblii. Nie śpiewał o Janie Pawle II „ścinamy głowę Watykanu” oraz „zgarbiony, niedołężny, ślepy na tronie Watykanu”. Wtedy byłby, jak Nergal, bohaterem pozytywnych wywiadów w „GW” i jurorem w TVP. Za pieniądze abonentów. Z Boga i papieża można u nas szydzić. Z Tuska nie. Bo wtedy paragraf się znajdzie.
Dzisiejsza „Gazeta Wyborcza” oburzyła się, że w „Gazecie Polskiej Codziennie” pisać będzie kibic Legii Piotr Staruchowicz. Tak, będzie.
Senator Romaszewski, obrońca praw człowieka od czasów PRL, odwiedził go w areszcie. Zmroził nas wieścią, że policja go skatowała. „GW” nie podniosła w tej sprawie rabanu. Mimo, że zaniepokojenie zgłosiła Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Dla dr Adama Bodnara z tej fundacji, zapewne dalekiego od nas poglądami, słowo Romaszewskiego w tej sprawie coś jednak znaczyło. Dla Jerzego Jachowicza, autorytetu w dziedzinie dziennikarstwa śledczego – też. Dla „GW” i mediów głównego nurtu – jak widać nic.
Nie zdziwiło „GW”, że autora hasła „Donald Matole, twój rząd obalą kibole” zatrzymano na czele tłumu po obchodach Powstania Warszawskiego. Co wyglądało na ewidentną prowokację, mającą wywołać zamieszki. Że po bójce - bez obrażeń - ma kuriozalny, nieproporcjonalny do winy, sprzeczny z poczuciem sprawiedliwości, zarzut rozboju z karą do 12 lat. Bo ukradł... klapki i ręcznik. Że zawiadomienie przeciwko niemu z podaniem paragrafu o rozboju złożył uczestnik wcześniejszych bójek, współpracujący z organami ścigania.
Za dużo tych przypadków. Każde dziecko na polskiej ulicy wie, za co siedzi Piotr Staruchowicz. Został aresztowany na zasadzie, iż na każdego paragraf się znajdzie. Ma on pecha. Nie spalił Biblii. Nie śpiewał o Janie Pawle II „ścinamy głowę Watykanu” oraz „zgarbiony, niedołężny, ślepy na tronie Watykanu. Hail!”. Wtedy byłby, jak Nergal, bohater pozytywnych wywiadów w „GW”, jurorem w TVP. Za pieniądze abonentów. Z Boga i papieża można u nas szydzić. Z Tuska nie.
Staruchowicz nie będzie jurorem w TVP, będzie miał za to w „Gazecie Polskiej Codziennie” cykl felietonów „Listy z Białołęki”. Tak zatytułował swą książkę Adam Michnik, który siedział w latach 80. w tym samym areszcie, co dziś „Staruch”.
Czy przeszkadza nam, że wdawał się w bójki? A Wam? Pamiętacie, jak Owsiak na Woodstocku 2003 napadł na stragany sprzedawców okularów? - Ja was, k..., załatwię – krzyczał. Sąd skazał go na 1600 zł grzywny za zniszczenie mienia. Były w „GW” czołówki na temat „bandyty Owsiaka? Nie jest on do dziś idolem „GW”?
Nie uważamy, że „Staruch” to ideał. Twierdzimy nawet, że zdecydowanie nie. Uważamy, że jak każdy powinien ponosić konsekwencje swoich czynów. Ale sprawiedliwie. Będziemy walczyć o to, żeby Polacy byli równi wobec prawa. Niezależnie, czy są wykształciuchami czytającymi „GW” w garniturach, czy kibolami ze stadionów i mniej bogatych dzielnic.
Dlatego w „Gazecie Polskiej Codziennie” dopuścimy na nasze łamy głos tych Polaków – także nieidealnych - za którymi nikt się nie ujmuje. Bo nie mają na adwokata. Bo postawili się sitwom. Bo siedzą w psychiatryku po tym, jak narazili się lokalnym kacykom.
Dopuścimy także takich, którzy są pozbawieni praw obywatelskich, bo noszą szalik, kaptur, palą race i nie wierzą prorządowym mediom. Tego się boicie.
http://niezalezna.pl/15487-bog-tusk-staruch-nergal
Marsz kibiców na Kopiec Pamięci PW
======================================================================
-
-